wtorek, 4 grudnia 2012

RR i kwadraciki zapasowe

Kolejny obrazek RR wyszyty i kanwy poleciały do Kasi





Powstał kolejny kwadracik dla Kołderek- zapasowy





A tu jeszcze jeden zapasowy kwadracik, wyszyła go moja koleżanka, która od kilku tygodni uczy się xxxx
i tak Jej się spodobało, że od dziś powstaje kolejny hafcik :)



poniedziałek, 26 listopada 2012

Kwadracik z Wróżką

Udało mi się wyszyć wróżkę na kołderkę dla Oliwki (1317), mam nadzieję że dziewczynce się spodoba bo mi się super wyszywało :)




Tu jeszcze zdjęcie mojego ostatniego "dzieła" już oprawionego


środa, 21 listopada 2012

Kwadracik z Prosiaczkiem

Bardzo dziękuję za miłe komentarze pod poprzednim postem :)

Już jakiś czas temu mój M. wypożyczył z biblioteki dla niewidomych wszystkie 3 części "Cukierni pod Amorem" czytane przez Annę Dereszowską i dziś wreszcie mieliśmy czas na czytanie. Jesteśmy w połowie 1 tomu, jestem zachwycona tą książką, nie mogę się doczekać dalszego ciągu. Pani Anna czyta rewelacyjnie, mam nadzieję, że częściej będzie można spotkać książki w Jej interpretacji.
Tak więc słuchając, mogłam spokojnie wyszywać, co pozwoliło mi ukończyć zapasowy kwadracik z Prosiaczkiem dla "Kołderki za jeden uśmiech"



Wyszyłam też kolejny obrazek z RR Herbacianego


Teraz czeka  mnie wieczór z dalszym ciągiem ciekawej książki i wróżką na kwadraciku dla kołderek :)                                            

wtorek, 20 listopada 2012

"Maryja z Dzieciątkiem"- cz.3 ostatnia

Jak ten czas szybko mija :( dopiero był początek listopada, ukończyłam "Maryję z Dzieciątkiem" i miałam wstawić zdjęcie....a mamy już 20 listopada. Co ja robiłam przez te wszystkie dni????
Planowałam długie jesienne wieczory z haftem i książką.....teraz zostało mi marzyć o długich zimowych wieczorach ;)






Kanwa DMC 14, mulina DMC i Ariadna (4 kolory). Wzór "Hafty Polskie" 10/2011
Wyszywało się bardzo przyjemnie, kolory na żywo są delikatniejsze niż na zdjęciu.
Obraz zaniesiony do oprawy, już nie mogę się doczekać jak zawiśnie na swoim miejscu.
Obecnie na tamborku kilka mniejszych hafcików, muszę nadrobić RR i kwadraciki dla "Kołderek", ale już powoli planuję coś większego:)

środa, 17 października 2012

Maryja z Dzieciątkiem cz.2

Trochę mniej czasu mam, ale ten obraz wyszywa się bardzo dobrze, a że dotarły już brakujące mulinki to teraz już mogę wyszywać wszystko po kolei. Mam nadzieję że do końca miesiąca uda mi się skończyć.






P.S. Serdecznie dziękuję za miłe komentarze :)

czwartek, 4 października 2012

Maryja z Dzieciątkiem cz.1

Tak jak obiecałam, dziś będzie o nowym hafciku.
Już od dawna mam plan "na ścianę nad łóżkiem", a że jest to obraz Maryja z Dzieciątkiem to pomyślałam, że najlepszym czasem na prace nad nim będzie październik- miesiąc Matki Boskiej Różańcowej.
Brakuje mi jeszcze kilka kolorów muliny, ale już zamówiłam. Wyszywa mi się bardzo dobrze, na dzień dzisiejszy jest tak......


środa, 3 października 2012

"Przelot bocianów"


Na urlop nie zabrałam ze sobą hafcików, bo chcieliśmy z mężem mieć te kilka dni tylko dla siebie, ale od powrotu cały czas xxxxx i muszę powiedzieć, że jestem zadowolona z efektu. Dziś już za ciemno żeby zrobić ładne zdjęcie, postaram się jutro coś tu pokazać.

A dziś włączyłam komputer specjalnie, żeby zamieścić fragment z książki którą właśnie czytamy.
Jest to piąta część cyklu o Zawrociu Hanny Kowalewskiej "Przelot bocianów". Czytaliśmy poprzednie części i często do nich wracamy, ja po prostu kocham ten niepowtarzalny klimat, który otula człowieka w czasie lektury. Jesteśmy właśnie w połowie części piątej i już wiem, że do tej też nie jeden raz jeszcze wrócę, zwłaszcza jesienią, bo właśnie o pięknej, nastrojowej jesieni jest tam najwięcej.

"......   Zajęłam się potem porządkami, babko. Brak Jóźwiaka niestety odbił się na wyglądzie posesji. Lipowa aleja cała była zasłana liśćmi. Podobnie jak weranda, ganek i trawniki. Nie zamierzałam sprzątać wszystkiego. Nie dałabym zresztą rady, ale zmiotłam liście z werandy oraz ganku i wygrabiłam trawniki najbliższe domowi. Czułam, że trochę ruchu dobrze mi zrobi...........A po pracy herbata z dzikiej róży, pita na werandzie. W tym też naśladowałam ciebie. To Zosia powiedziała mi, że jesienią tak długo, jak to było możliwe, korzystałaś z werandy. Fotele były już schowane, ale stał na niej drewniany leżak. I właśnie na nim siedziałaś albo leżałaś, schowana w jasnobrązowy śpiwór, który nie przepuszczał ani chłodu, ani wiatru. I do tego owocowa herbata i wełniany szal, który ogrzewał szyję. Tak wyglądało jesienne werandowanie, które czasami, w mniej wilgotne jesienie, przeciągało się aż do pierwszych przymrozków.

Zosia pokazała mi też twój jesienny kubek na werandę. W niczym nie przypominał większości naczyń w twoim kredensie. Był większy, grubszy i fajansowy. I miał równie grubą pokrywkę. Wypijałaś łyczka i przykrywałaś płyn błękitną przykrywką. To byłby najbanalniejszy kubek na świecie, gdyby nie obrazek z szybującymi ptakami. Przelot bocianów! Tak powiedziała Zosia. I dodała, że wyciągałaś śpiwór, gdy bociany szykowały się do odlotu.
Teraz już dawno ich nie było, ale różana herbata smakowała wybornie i rozgrzewała. Śpiwór, który udało mi się odnaleźć w komodzie, stojącej w korytarzu, też grzał doskonale. A po paru minutach na werandzie już wiedziałam, co cię na niej trzymało godzinami. Jesienne niebo! To był cudowny spektakl — zmienny, pełen zaskakujących barw i odsłon. Patrzyłam, jak przede mną przesuwa się ławica chmur, wpływając prosto w perłową jasność na zachodzie. Ta jasność przesączała się przez chmury, podświetlała je, spływała ku horyzontowi. Kilometry chmur. Kilometry nieba. Projekcja czystsza niż w najlepszym kinie.
Dzień przemijał, niebo było już różowe, z zaciekami indy go i amarantu, wylakierowane chłodem, a ja dalej wylegiwałam się na werandzie zawinięta w śpiwór jak nadzienie naleśnika  ......."

I jeszcze jeden fragment, który moim zdaniem idealnie oddaje naszą rzeczywistość i tęsknotę za dawnymi czasami, która tak często przebija gdzieś na blogach dziewczyn zajmujących się robótkami.


"...Już się miała zabrać do szycia, gdy jej wzrok przyciągnęła moja spódnica. Dotknęła jej i przez chwilę syciła się strukturą materiału. Miękka czarna wełna przetykana nitkami w różnych odcieniach szarości.
Dawno nie widziałam tak ładnego splotu. A tu jeszcze i krój nie najgorszy.
To była twoja spódnica, babko. Już od dawna podkradam ci rzeczy z garderoby. Nie gniewasz się, prawda? Sana mnie jak ulał. Jestem od ciebie chyba trochę wyższa, ale inne rozmiary te same.
Musiała kosztować majątek.
Być może — zaśmiałam się. — Odziedziczyłam ją wraz z setką kapeluszy. Gdyby pani kiedyś szukała pięknego kapelusza, to proszę się do mnie zgłosić.
Kapelusze... — Pani Janeczka się rozmarzyła. — Czemu mnie nikt nie chce ich podarować w spadku? A wiesz, co sądzę o dzisiejszych kobietach? Że są dużo naiwniejsze od tych z przeszłości. Te dzisiejsze wyzbyły się wszystkich przydatnych gadżetów. Idiotki! Pomyśl choćby o kapeluszu! Jaka to
była wygodna rzecz. Choćbyś miała nie wiadomo co na głowie, wystarczyło włożyć kapelusz i już wyglądało się jak dama. A kobiety miały jeszcze dziesiątki innych podobnych wynalazków. Wszystko to było lepsze od tego dzisiejszego nic. Peruka, koronkowy szal czy choćby zwykła chustka! Dziś od razu widać, czy włosy są siwe, chude, rzadkie czy bez błysku. Jedno spojrzenie i facet już wie. A kiedyś, zanim się dowiedział, to już stał przed ołtarzem. I kto mądrzejszy? Tamte! A pomyśl sobie jeszcze o woalkach, wachlarzach, kryzach, które zakrywały defekty szyi, sztucznych pieprzykach, które można było sobie nakleić na pryszcza. A dziś co? Obnażona, bezbronna twarz. Co najwyżej ciemne okulary, które kryją podpuchnięte oczy albo siniaka. Mało! Ja ci mówię, mało!..."

czwartek, 27 września 2012

SAL Pierniczki

Zapisałam się na nową zabawę blogowo-xxxxxxx :) Bardzo mi się podobają te pierniczki, mam nadzieję, że choć kilka uda mi się wyszyć.
Sal Sweet Treats 2012


środa, 26 września 2012

Nad morzem....

W tym roku mieliśmy wreszcie możliwość wziąć urlop we wrześniu, o czym marzyliśmy już kilka lat. Była to bardzo dobra decyzja. Jeszcze chyba nigdy tak nie wypoczęłam jak na początku września. Pojechaliśmy nad nasze ukochane morze, a tam mało ludzi, pogoda idealna na długie spacery po pustej plaży, piękne słoneczko i wietrzyk. Codziennie robiliśmy po kilkanaście kilometrów, nawdychaliśmy się powietrza z jodem  i najedliśmy się pysznych, świeżych rybek. Było cudownie i jak tylko się uda za rok planujemy to samo ;)











sobota, 18 sierpnia 2012

Sandy Lynam Clough


Na początku chcę serdecznie podziękować za wszystkie odwiedziny i komentarze :)

Ostatnio musiałam wyszyć kilka przerywników, dlatego też w "wieńcu" nie bardzo jest co pokazywać.
Co prawda do końca tej pracy jeszcze trochę zostało, ale marzy mi się cała ściana nad bufetem zawieszona obrazkami przedstawiającymi filiżanki, dzbanuszki itp. Szukając kolejnych inspiracji trafiłam na stronę
Sandy Lynam Clough, autorki wzoru "wieniec z filiżanek" jak i wielu innych w tym stylu. Jestem zauroczona obrazami tej autorki i mam nadzieję, że uda mi się jeszcze wyszyć którąś z Jej prac.





Sandy Lynam malowała już w początkach swojej edukacji szkolnej. Dziś obrazy i prezenty, zaprojektowane przez tą artystkę są dostępne wszędzie w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie oraz Australii w sklepach z pamiątkami i księgarniach. Sandy Lynam jest również autorką i ilustratorką kilku książek. Zbiera filiżanki i antyki oraz hoduje róże. Wszystkie elementy tego hobby pojawiają się na romantycznych obrazach, które wychodzą z pod Jej ręki. Mieszka w Marietta (Georgia), w wiktoriańskim domu, który został zaprojektowany przez Sandy i zbudowany przez jej męża Ricka. 


Poniżej przedstawiam kilka przykładów prac Sandy Lynam Clough:









A może Wy posiadacie jakiś ciekawy wzorek z filiżanką, dzbanuszkiem lub inną porcelanką, ja chętnie wszystkie je przygarnę ;)

niedziela, 29 lipca 2012

"Droga do Różan"

"Droga do Różan" to książka którą kupiłam ze względu na okładkę, zwłaszcza, że w maju przed naszym domem było bardzo podobnie :))))
Opowieść dość przyjemna, idealna na leniwe wakacyjne wieczory. Muszę powiedzieć, że lekko bajkowo i naiwnie momentami bywało, ale czytało się bardzo dobrze. W szczególności czekałam na rozdziały gdzie były opisane losy pani Zuzanny, przedwojenne życie oraz tragiczne przejścia z czasów wojny. W tych fragmentach ciężko było przewidzieć co dalej i bywałam miło zaskoczona pomysłowością autorki. Dla wątków historycznych warto przeczytać tę książkę. Co do Zosi- głównej bohaterki mam bardzo mieszane uczucia i niestety nie polubiłam Jej. Ogólnie muszę przyznać, że czegoś mi brak było w tej powieści, mam wrażenie jakby zamysł był bardzo dobry, ale wykonanie .... Oczywiście mam na myśli tylko kilka elementów, bo tak jak już pisałam "Droga do Różan" to miłe czytadło.




Zosia z ojcem i nianią mieszka w uroczej pod Krakowskiej wiosce Różany. Posiadają dworek w którym prowadzą mały pensjonat, a Zosia dodatkowo zajmuje się małym gospodarstwem ekologicznym. Uwielbia pielęgnować wszelkie roślinki, a co za tym idzie może cieszyć się cudownym ogrodem wokół dworu, co dodaje uroku i powoduje, że goście pensjonatu spędzają miło czas z dala od zgiełku.
Niestety Zosia mimo, że mieszka w raju na ziemi, nie może być zupełnie szczęśliwa, ponieważ kocha mężczyznę któremu, mimo że się z Nią spotyka, tak naprawdę zależy na innej kobiecie.
W wyniku problemów finansowych  Różany, zostają sprzedane, a Zosia musi zamieszkać w Krakowie i podjąć pracę w biurze.... ale dzięki kilku splotom wydarzeń które nastąpią w tej opowieści spotkamy jeszcze naszą główną bohaterkę w Różanach.

piątek, 27 lipca 2012

"Na domiar złego"

Książka na którą trafiłam zupełnie przez przypadek, a która idealnie tematycznie związana była z tym co właśnie xxxxx. Bo czy można chcieć lepszej motywacji do wyszywania "wieńca filiżanek" niż czytanie (słuchanie) o Londynie, sklepie z antykami- zwłaszcza filiżankami, herbacie, pięknym angielskim domu oraz powstającej herbaciarni.
"Na domiar złego" to opowieść bardzo współczesna, opisująca dość odważne relacje międzyludzkie, wiele w niej zagadnień naszego nowoczesnego świata takich jak np.homoseksualizm, choroba nowotworowa.
Jednocześnie doskonale potrafi przenieść czytelnika w świat angielskiej tradycji, ukazać obyczaje i codzienne życie.






Opowieść o życiu, wszystkich jego wzlotach i upadkach oraz o tym, jak dobrze w każdej sytuacji jest się napić herbaty. W ciągu jednego dnia życie Florence, szczęśliwej żony i matki oraz współwłaścicielki sklepu ze starymi meblami, wywraca się do góry nogami. Jej wspólniczka przejmuje interes, a ukochany mąż, od którego oczekiwała wsparcia, porzuca ją dla… mężczyzny. Florence po chwilowym szoku postanawia skorzystać z rady jednej z dawnych klientek, by zamiast użalać się nad sobą wziąć sprawy we własne ręce. Tak postawiwszy sobie cel w życiu, dąży do niego mimo kolejnych problemów, których trzeba przyznać jest mnóstwo w Jej życiu. Nadzieja i determinacja pozwalają Florence dokonać rozliczenia z przeszłością  i poukładać swoje życie, które niestety nie jest długie...ale bardzo szczęśliwe i spokojne. 

czwartek, 26 lipca 2012

RR Herbaciany- obrazek 4

Nawet nie myślałam, że już tyle czasu minęło od ostatniego wpisu,  ucieka dzień za dniem i nawet człowiek nie zdaje sobie sprawy że kolejny miesiąc za nim.
Niestety "wieniec filiżanek" bardzo powoli przybywa, choć ma tak cudne kolorki, że bardzo miło spędzam nad nim czas (oczywiście jak mam wolną chwilkę).
Dziś tylko zdjęcie kolejnego obrazka na kanwie RR.



poniedziałek, 4 czerwca 2012

"Wieniec filiżanek" cz.2

Trochę wolno ostatnio idzie mi wyszywanie, ale trzecią filiżankę w wieńcu już widać :)
Na zdjęciu moje ukochane piwonie, dzięki którym cudnie pachnie w całym domu. Mam nadzieję, że w przyszłym roku  będę miała przed domem już własne :) Ogólnie to mam nadzieję, że w przyszłym roku będę miała piękny kwitnący ogród pod oknami. Niech tylko dobiegnie końca przebudowa i ocieplanie, a ja biorę się za sadzenie piwonii, malw, łubinu, tulipanów, róż, irysów itp.


wtorek, 29 maja 2012

Spacer po okolicy

Wczoraj była tak piękna pogoda, że postanowiliśmy iść na bardzo długi spacer. Cudownie jest mieć wolną chwile i obcować z przyrodą. Wybraliśmy trasę gdzie nie ma domów, ludzi, samochodów. Tylko łąki, lasy i pola. Mieliśmy czas na rozmowy o rzeczach ważnych i błahych, a nawet pomilczeć nam się udało.
Dotleniłam się naprawdę świeżym powietrzem i "naładowałam akumulatory". Bardzo się cieszę, bo wygląda na to, że częściej będziemy mieli okazje na takie spacery :)
Najśmieszniejsze były nasze kociaki. Myślałam, że pójdą kawałek i zawrócą do domu, a one nawet o tym nie pomyślały i jak pieski całą drogę przeszły przy nodze ;)))






czwartek, 17 maja 2012

"Wieniec filiżanek" cz.1

Ponad rok minął jak dostałam od męża zestaw "Wieniec filiżanek", który ogromnie mi się podoba już od dłuższego czasu. Wreszcie się zabrałam i muszę powiedzieć, że wyszywa się dość mozolnie (częste zmiany kolorów), ale z każdym krzyżykiem efekt mi się coraz bardziej podoba. Poświęcam mu każdą wolną chwilę, bo już nie mogę się doczekać aż ozdobi  moją kuchnie. Szkoda tylko, że tak mało czasu mogę wygospodarować na wyszywanie.




środa, 16 maja 2012

Bella i trio

Bardzo mnie cieszy, że już po jednym dniu było tu kilka osób zarówno znanych z blox-a jak i zupełnie nowych. Przenosiny i powrót do bogowego świata to chyba była bardzo dobra decyzja :)
Teraz jeszcze kilka zaległości:
Bella wyszyta na SAL dla Kołederek organizowany na blogu  Pasje odnalezione


Wyszyłam też irysy i moje trio o którym już dość długo marzyłam i pisałam kilka razy o nim na starym blogu, jest gotowe.




wtorek, 15 maja 2012

"Dworek pod malwami"

Obrazek już dawno wisi na ścianie i cieszy moje oczy :)




Kilka słów na początek


Witam wszystkich serdecznie,
Mam na imię Sylwia, od trzech lat dzielę życie z cudownym facetem. Mieszkamy  w małej, uroczej miejscowości w województwie łódzkim.
Pisałam pod adresem tysiowepasje.blox.pl, ale ponieważ ostatnio nie mogę zamieszczać tam postów, postanowiłam poszukać bardziej przyjaznego miejsca
Mam nadzieję, że i tu będziecie chętnie zaglądać.
Moim głównym hobby któremu staram się poświęcać jak najwięcej czasu jest haft krzyżykowy.
Próbowałam kilka innych technik, ale wracam zawsze do haftu i tego się trzymam już od kilku lat z większymi lub mniejszymi przerwami ;)
Wyszywanie najczęściej idzie u mnie w parze z czytaniem (słuchaniem) książki i najlepiej jak mam do tego filiżankę herbatki.


Zapraszam wszystkich na mojego bloga