Powoli zaczynam wracać do normy, co prawda jeszcze nie jest zupełnie spokojnie, ale dużo zrobione, załatwione itd. i udaje mi się znaleźć minutkę na xxxx lub książkę.
Jeszcze nie wiem czy co tydzień, ale znów pojawią się wpisy w ramach WDiC u
Maknety.
Postawiłam kilka pierwszych krzyżyków w metryczce dla siostrzeńca.
Czytelniczo kiepsko, nic nie słuchamy bo nie mamy czasu żeby usiąść razem, spokojnie i poczytać. W wresji drukowanej wypożyczyłam "Sekret zegarmistrza" Renaty Kosin, dopiero kilka stron za mną ale zapowiada sią ciekawie. Czytałam inne powieści tej autorki i liczę na równie ciekawą lekturę.
Tradycyjnie już od męża dostaję zestaw do haftu na Dzień Kobiet, w tym roku trochę się to odwlekło w czasie, ale już jest a raczej są.
Na koniec wyjaśnienie całego zamięszania w moim życiu.
Wreszcie kupiliśmy swoje mieszkanko :)
Jak widać na zdjęciach było źle, później było tylko gorzej, ale powoli widać światełko w tunelu.
Muszę przyznać że jestem koszmarnie zmęczona, ale bardzo szczęśliwa.